Duchowość greckokatolicka

Duchowość unicka, nie jest pojęciem jednoznacznym. We współczesnym obiegu, pojęcie unii religijnej, narodowej i kulturowej ma konotację raczej pozytywną. Jest synonimem zbliżenia i otwartości na inność, traktowaną jako szansa wzbogacenia własnych doświadczeń. Człowiek dążący do zawarcia unii czyli porozumienia to ktoś wewnętrznie bogaty, znający przynajmniej dwa światy, dwie kultury, dwie tradycje, dwa języki, i zarazem stykający się z ludźmi o różnych zwyczajach, obyczajowości, zmuszony poprzez codzienne kontakty do akceptacji odmienności,

uczący się dialogu.

Każde pogranicze etniczno-wyznaniowe daje społecznościom je zamieszkującym ogromne możliwości wymiany. Ale bliskość ludzi innego kręgu, religijnego, kościelnego czy kulturowego może rodzić także napięcia, niechęć, odrzucenie a nawet nienawiść. Obecne pogranicze polsko-ukraińsko-białorusko-litewskie to obszar, który z powodu częstych zmian swojej przynależności politycznej, reprezentuje niejednolitą, lecz zróżnicowaną mozaikę wielu kultur. Był to region stykania się różnych tradycji, to była przestrzeń ubogacającego współistnienia ale także niejednokrotnie arena konfrontacji. W ciągu zaledwie jednego stulecia tereny te przynależały do odmiennych organizmów państwowych: Cesarstwa Rosyjskiego, Monarchii Austro-Węgierskiej, Rzeczypospolitej Polskiej, hitlerowskich Niemiec, Związku Radzieckiego, Polski, Litwy, Białorusi, Ukrainy. Na terytorium o tak burzliwych dziejach, gdzie przenikały się między sobą dwie lub kilka grup etniczno-wyznaniowych, dochodziło do twórczego i konstruktywnego dialogu między nimi, ale również i do konfliktu. Zdarzało się, iż jedna z grup dążyła za wszelką cenę do dominacji nad pozostałymi wykorzystując do tego różne formy perswazji. Konfrontacja w takim przypadku zmierzała do pokonania innego, zmuszenia go do zejścia z zajmowanych pozycji, wycofania się, kapitulacji, uznania wyższości jednej ze stron. W praktyce przypominało to ekspansję i wypieranie z udziałem czynników politycznych przy wykorzystaniu zarówno kultury jak i tradycji czy też wyznania dominującego na danym terytorium, odrębności lokalnych. Taka sytuacja wystąpiła w XIX wieku na zarządzanym przez władze carskie pograniczu polsko-ukraińsko-białoruskim, gdzie ideą scalającą miał być panslawizm z jednym całkowicie podporządkowanym władzy wyznaniem, niwelującym odrębności narodowe oraz konfesyjne jako nieistotne i zbędne. W połowie wieku XX próbowano wprowadzić kolejny pomysł sowietyzacji. Koncepcje te legły jednak w gruzach po obumarciu ustrojów, które je stworzyły. Na ich miejscu pojawiły się państwa, takie jak: Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina oraz powstały z niebytu Kościoły skazane wcześniej na nieistnienie.

Pod koniec XVI wieku hierarchowie Metropolii Kijowskiej wraz ze swoim Zwierzchnikiem Metropolitą Rohozą na czele podjęli dyskurs, którego efektem był kompromis i porozumienie, przypominające traktat pokojowy między chrześcijańskimi tradycjami Wschodu i Zachodu będącymi już od dłuższego czasu w większej lub mniejszej opozycji do siebie. Jest rzeczą zrozumiałą, iż przy takim zbliżeniu się dwóch tradycji jedna ze stron szczególnie ta będąca w pozycji silniejszego będzie dążyła do dominacji nad drugą. Dyskusja w takim przypadku służyła raczej do wymuszenia zmiany zajmowanych pozycji, wycofania się, kapitulacji, uznania wyższości. Strona, która zdecydowała się na dialog, znalazła się w niejednoznacznym położeniu, albo się kulturowo podporządkuje i ulegnie, albo jeśli jest wystarczająco silna, skutecznie stawi opór wypracowując kompromis zadawalający obydwie strony. Podobieństwo i odmienność wrażliwości teologicznej nie powoduje zwątpienia w wartość własnej ani negacji cudzej duchowości jako z zasady nieprawdziwej. Współistnienie społeczności prawosławno-unicko-łacińskiej obok siebie w przeszłości uczy, iż nie warto dążyć do konfrontacji własnych wartości z cudzymi by pokazać, które z nich są bardziej prawdziwe. Raczej należy dążyć do dialogu by szukać form kompromisowych, nie uważając siebie za jedynego posiadacza prawdy lecz przyjąć prawdziwość poglądów różniących się od siebie. Dążąc jednocześnie do porozumienia, negocjować warunki współistnienia oraz wspólnie rozwiązywać wiele problemów bez konieczności odwoływania się do tego co dzieli, mając raczej na uwadze to co łączy: podobne dziedzictwo kulturowe, wspólna historia zamieszkiwanego terytorium, jedna duchowość judeo-chrześcijańska oraz tradycja bizantyjsko-rzymska.

Uznanie pluralizmu polegającego na założeniu, że nie tylko nikt nie ma monopolu na właściwy punkt widzenia, ale również wybór takiej czy innej opcji nie upoważnia do przyczepiania etykietki „zdrajcy”, „heretyka” bądź strażnika „ortodoksji”. Odmienność nie powinna budzić lęku i wrogości, lecz zainteresowanie, gdyż każdy ma prawo wypowiedzieć się własnym głosem.

ks. Stefan Batruch

Zdjęcie do artykułu pochodzi ze strony: http://www.kyrios.org.ua/foto/galereja/detail/4/43.html