Jana Ramska «Łuck – najlepsze miasto na Ziemi»

Jana Ramska «Łuck – najlepsze miasto na Ziemi»

Łucczanka Jana Ramska w ciągu roku była wolontariuszką EVS w Lublinie. Biorąc udział w programie Wolontariatu Europejskiego finansowanym przez UE, Jana zdobyła nową wiedzę, doświadczenie, mieszkała przez rok w innym kraju i… wróciła do Łucka. Rozmowę z Janą prezentujemy naszym Czytelnikom w postaci cytatów jej wypowiedzi.

Jak tam trafiłam? U mnie wszystko jest bardzo spontaniczne. Zwykle ludzie przygotowują się do takiego wyjazdu w ciągu roku, piszą program, czyli określają czym chcieliby się zająć. Mój projekt został już napisany i zatwierdzony, ale osoba, która go napisała, zrezygnowała z wyjazdu, więc ja dostałam taką propozycję. Miałam wtedy taki okres w życiu, że chciałam coś zmienić, wszystko tutaj mi się znudziło. Dlatego się zgodziłam.

Zajmowałam się wszystkim, czym tylko można było się zająć. Pracowałam w Fundacji Kultury Duchowej Pogranicza, która organizuje festiwale «Granica», «Dni Dobrosąsiedztwa», «Ukraina w Centrum Lublina». Byłam zaangażowana w organizację tych wydarzeń. Wszystkie one były nastawione na pojednanie, na osiągnięcie porozumienia między Ukraińcami i Polakami.

Jadąc do Polski, nie znałam języka. Nawet teraz nie znam go dosyć dobrze. Mogę porozumieć się z ludźmi, czytać książki w języku polskim. Ale praktyki językowej mi zabrakło. Korzystałam głównie z ukraińskiego lub angielskiego.

W Europie ludzie są bardziej barwni i weseli. Mają mniej zmartwień. Nasi ludzie są zwykle bardzo przygnębieni, ich spojrzenie kieruje się w dół. A szczęście jest przecież w zwykłych rzeczach, a nie tylko w pieniądzach.

Wydaje mi się, że każda osoba ma potrzebę pomagania innym. Wiele osób sobie tego nie uświadamia, ale wolontariat – to możliwość uzmysłowienia sobie, że możesz pomagać i wykonywać to jako własną pracę. U mnie właśnie tak było. Była to pomoc na rzecz innego państwa. Jednak to już nie jest tak ważne, gdyż liczyło się tylko to, że pomagam ludziom.

Oprócz podstawowej pracy w ramach wolontariatu, pracowałam w katolickiej organizacji, która pomagała osobom niepełnosprawnym. Moja praca polegała na tym, że dwa razy w miesiącu, może częściej, zabierałam z domu osobę na wózku i przywoziłam na miejsce spotkań. Trzeba było pobyć z nimi, porozmawiać, pobawić się, spędzić czas, odprowadzić z powrotem. Dosyć długo opiekowałam się 14-letnią Oliwią. Obecnie pozostajemy w kontakcie, piszemy do siebie w sieciach społecznościowych.

Pracując w radiu «Łuck» w socjalnym projekcie «Dotyczy każdego», przez wiele lat opowiadałam o pomocy ludziom, jednak nie wiedziałam, jak to się robi w praktyce.

W Polsce osoby niepełnosprawne mają zapewnione wszystkie warunki – łącznie z transportem i pochylniami we wszystkich pomieszczeniach. Nie wiem, ile lat powinno minąć, byśmy osiągnęli ten sam poziom.

Myślę, że osobie z Hiszpanii jest o wiele łatwiej zastosować taką wiedzę u siebie w kraju, niż Ukraińcom. Nie jestem bardzo skłonna do autoanalizy, dlatego nie mogę samodzielnie określić całego zakresu wiedzy i umiejętności, które tam nabyłam. Mogę to zrobić na poziomie uczuć. Wiele podróżowałam, stałam się bardziej pewna siebie, zrozumiałam, że w wieku 27 lat życie się nie kończy, że można jeszcze do czegoś dorastać, pragnąć, coś odkrywać.

Nie wiem, czy będę mogła tutaj w Ukrainie zorganizować samodzielnie festiwal. Tak, jak to robiła moja organizacja. Teoretycznie wiem, jak to się dzieje, ale u nas jest to o wiele trudniejsze. Jeśli w Polsce trzeba zrobić trzy kroki dla organizacji czegoś, to u nas – 33.

Nie wiem, czy będę mogła zastosować tu nabytą wiedzę. Być może przyda mi się doświadczenie w pracy z osobami niepełnosprawnymi. Planuję zająć się tym na Ukrainie, ale na razie nie mam na to czasu.

Wiele osób z Europy nie rozumie, dlaczego Ukraińcy, Rosjanie, Białorusini nie mogą zastosować swoich umiejętności, nabytych w trakcie projektu.

W Polsce najbardziej uderzyło mnie, że można iść w nocy i niczego się nie bać. Wszystko jest oświetlone. Mieszkałam przy wyjeździe z Lublina i w przeciwnym przypadku bardzo bym się bała. Na oświetleniu tam nikt nie oszczędza. Być może oszczędzają, ale w jakiś inny sposób.

Nigdzie w Europie nie widziałam bezpańskich psów. W ogóle! Nie wiem, gdzie one są. Najprawdopodobniej są dla nich schroniska. Być może działają programy sterylizacji. Ale na ulicach ich nie ma. Idąc ulicą nawet się nie boję, że jakiś pies mnie ugryzie lub oszczeka.

Wydaje mi się, że wszystko w życiu dzieje się z jakiegoś powodu. Szczerze mówiąc, nie bardzo chciałam wracać, bo było mi tam dobrze.

Dobrze mi tam, gdzie jest dobrze. Myślę, że jeśli gdzieś jedziesz, to automatycznie powinieneś lubić to miasto i tych ludzi. Wtedy będzie ci komfortowo w każdej sytuacji. Dobrze się czuję w domu, bo Łuck to najlepsze miasto na Ziemi.

Rozmawiała Anastasija PEREDRIJ

Artykuł pochodzi z http://monitor-press.com/pl/europejski-format/euroregion-bug/1399-jana-ramska-uck-najlepsze-miasto-na-ziemi.html