Igor Kisteczok „Jak się modlę tak i rysuję”

Malarz ikon z Ukrainy Igor Kisteczok przybył do Lublina, by w ciągu tygodnia nauczyć wszystkich chętnych (a było ich wielu) techniki rysunku ikonowego. Malarz zdradził, że ta wizyta w Polsce nie jest pierwszą i nie zawsze do tego kraju sprowadzała go sztuka sakralna.
I.K.: Pierwsze spotkanie z Polską odbyło się jeszcze w 2003 roku. W tym czasie byłem mnichem i jeździliśmy z koncertami śpiewów religijnych po Europie.

Byliśmy na przyklad w Austrii i w Polsce. To było moje pierwsze spotkanie z tym krajem i ludźmi, które pozostawiło naprawdę dobre wrażenie i wspomnienia… Wszystkie kolejne wizyty już odbywały się dzięki ikonie. W Nowicy, na przykład, corocznie jest zorganizowany plener ikonograficzny. Podoba mi się, jak Polacy myślą o wymianie kulturalnej, realizują możliwości, które
są dostępne. Jeśli chodzi o Lublin, to on bardzo mi się kojarzy ze Lwowem. Przypomina go architekturą i ulicami, zwłaszcza w centrum. Podobają mi się różne przejawy kultury – galerie, sklepy, różne kawiarnie. Wszystko to razem naprawdę daje możliwość pracować tu i odpoczywać.

Czy Pan ma już „swoje” ulubione miejsca w mieście? Kawiarnia lub ulica?

I.K.: Jeszcze nie, bo po prostu nie było na to czasu! Byliśmy w różnych miejscach. Dwa albo trzy razy chodziliśmy do miasta. Głównie byliśmy zajęci pracą. Malowaliśmy z Mają Podleśną (ikonografka – ed.) w jej pracowni. Jeszcze nie mam narazie takiego ulubionego miejsca w Lublinie, ale mam nadzieje, że niedługo je odnajdę.

Odnaleźć siebie to nie jest prosta sprawa. Aby zrozumieć swoją misję życiową można spędzić dziesiątki lat. Komuś zabraknie nawet ludzkiego życia. Igor Kistechok spotkał się z ikonografią jeszcze w dzieciństwie. Ale … droga życia nie jest łatwa.

I.K.: Wszystko zaczeło się od mego ojca. On był artystą-samoukiem. Z róznych powodów nie udało mu się wstąpić na uniwersytet, a pózniej nie miało to już celu. Ale ojciec rysował i było w porządku. W latach 90-tych rozpoczęto odbudowywać cerkwie i tata wypełnił ten rynek sztuki sakralnej swoimi dziełami. Pisał w domu wiele ikon dla ikonostasów, a latem zazwyczaj robił polichromie dla nowobudowanych cerkwi greckokatolickich. Kiedy miałem cztery lata zacząłem przerysowywać to, co tata rysował. To były ikony. Nie wolno było mi tego robić, a nawet bito mnie po rękach… Аlе w wieku sześciu lat zostałem pobłogosławiony przez księdza, który był proboszczem parafii we wsi, skąd pochodzi moja matka. Zawsze jeździliśmy tam na msze.

Dlaczego zabraniano przerysowywać obrazy świętych? Jest takie tabu?

I.K.: Według tradycji prawosławnej nie można. Ale … ja rysowałem i kościół katolicki to akceptował. Wie Pani, nie było jasno określonych reguł jak powinno być. Kiedy otrzymałem pozwolenie, to zacząłem bardzo dużo rysować. Więc zanim poszedłem do pierwszej klasy zrobiłem już wiele.

To oznacza, że Pan został pobłogosławiony na pisania ikon w … wieku sześciu lat?

I.K.: Tak. Kiedy miałem sześć lat ksiądz powiedział, że nie wolno mi zabraniać i powinienem robić to, co robię. Więc, zaczałem z moim ojcem rysować ikonostasy, robiłem rysunki małych obrazów. Miałem bardzo dobrą technikę rysunku, ale w malarstwie w kolorze jeszcze nie odnalazłem swojego miejsca. Taki właśnie był początek mojego spotkania z malarstwem.

Igor Kistechok jednocześnie poszedł do dwóch szkół – do zwykłej i do szkoły plastycznej, oczywiście. Umiejętność szybkiego i pięknego rysunku wiele razy była przydatna w trakcie nauki, a jego pasję do ikonografii rówieśnicy postrzegali zazwyczaj normalnie. Jednak, mówi malarz, wielokrotnie go zachęcali do malowania różnych fikuśnych rysunków, jak to dzieci potrafią.

I.K.: Zawsze odmawiałem, ze względu na dobre wychowanie. Rodzice uczyli, że zanim się coś zrobi – musimy zastanowić się, jak będzie traktował to Bóg. Zawsze próbowałem rysować piękno. Po ukończeniu szkoły malarskiej natychmiast udałem się do muzycznej. Zacząłem grać na akordeonie i tak skończyłem rysować. Nie rysowałem w ogóle. Tylko trochę malowałem podczas przerw, kopiowałem prace Szewczenki z bibliotecznej książki ołówkiem kolorowym po to, by nie zapomnieć. A tak… muzyka stała się dla mnie wszystkim!
Później moje życie duchowe zaczęło być jakieś bardziej filozoficzne. Na przykład, zacząłem mówić o klasztorze i ascetach. Zapytano u mnie, gdzie to usłyszałem, gdzie zobaczyłem, bo nikt nie rozmawiał w domu na takie tematy. Być może zauważyłem to w obrazach Szewczenki i Wasniecowa. Bardzo mocno to mnie ciągnęło! W dziewiątej klasie, postanowiłem kontynuować naukę w historyczno-filozoficznym Liceum św. Jozafata, który znajduje się w Buczaczu w obwodzie Tarnopolskim. Ta uczelnia znajduje się w klasztorze Ojców Bazylianów. Liceum było w tym czasie odbudowywane, do pierwszej wojny światowej było to seminarium. Tam widziałem jak
żyją mnisi. Odczuwałem też zmiany w sobie. Na przykład, zacząłem więcej mówić, nauczyłem się wyrażać swoje opinie. Przed tym w większość milczałem. Miałem świadomość wszystkich możliwości, które miałem przed sobą, i – proszę mi wierzyć, było ich sporo. Mogłem studiować w Tarnopolu, Akademii Kijowo-Mohylańskiej czy Akademii Sztuk Pięknych … Ale zawsze wiedziałem, że będę mnichem. Codziennie chodziłem na dwie liturgie, śpiewałem, nauczyłem się „Modlitwosłowa”. Interesowało to mnie, nie było przymusu. Tak więc, w wieku siedemnastu lat udałem się do klasztoru, jak zaplanowałem wcześniej.

Czy Pan przyjął stan zakonny?

I.K.: Nie odbywa się to natychmiast. Bazylianie mają inne reguły, w jaki sposób powinno to się odbyć. Więc, w wieku 17 lat malowałem z ojcem cerkiew w Starych Petlykiwciach w okolicach Tarnopola i … pószedłem do klasztoru. Tam nie miałem możliwości doskonalić się w malarstwie ikon, obrazów, ponieważ miałem inne prace: kosiłem trawę, zbierałem jabłka, pracowałem przy zwierzętach, karmiłem krowy, śpiewałem, modliłem się i studiowałem. Zrobiłem szopkę – to było moje pierwsze doświadczenie z rzeźbą. W tamtym czasie zorganizowaliśmy zespół pieśni religijno-popularnej, tak to można nazwać. Po drugim roku w klasztorze zostałem wysłany do seminarium w Briuchowyczach. Tam byli księża, którzy z racji swojego doświadczenia życiowego, już zobaczyli świat – Rzym, Anglię,
Francję. Oni wiedzieli, że umiem rysować. Jeden z nich, o. Prokopij zaproponował mi napisanie ikony. Szczerze mówiąc, ten pomysł nie bardzo mi się spodobał, ponieważ brałem pod uwagę tylko realizm w malarstwie. Znałem Leonardo, Raphaela, widziałem coś z Klimta, a ikona dla mnie zawsze była swego rodzaju malarstwem dziecięcym. Ale… na tę propozycję przystałem. Kupili mi wszystkie niezbędne materiały, zaprowadzili do Iwana Klymoczka – malarza ze Lwowa. Uczyłem się u niego przez miesiąc i napisałem ikonę Matki Boskiej Włodzimierskiej. Po zakończeniu – zrozumiałem, że ikony będę pisać całe swoje życie, bo to było coś więcej niż tylko emocje. Tam była prawdziwa treść, sens! Poczułem możliwość obrazu, nastroju, głębi! Ikona faktycznie pokazała mi głębię. W tym była dusza i Słowo Boże. Dla mnie, jako dla malarza, realizm stał się nieciekawy.

Być może ikona Matki Boskiej Włodzimierskiej i jest najbardziej wyjątkową dla Pana?

I.K.: Ikona Włodzimierska – dla mnie jest najlepsza. Jest to wzorzec. W życiu zdarzają się różne sytuacje. Czasami można zapomnieć cech Bogurodzicy, oblicza duchowego. Wtedy przypominam sobie ten stan, w którym po raz pierwszy doświadczyłem tego uczucia. То
ożywia. Ożywia duszę. Staram się czerpać w nowych pracach ten wyjątkowy nastrój – duchowy, teologiczny, zmierzać w dobrym kierunku.

W trzecim roku seminarium Igor Kistechok postanowił wziąć urlop akademicki, żeby wstąpić do Państwowej Akademii Sztuk Pięknych we Lwowie. Nawet dowiedział się, że na uczelni jest Wydział Sztuki Sakralnej. Ale … coś poszło nie tak. Malarz opuścił klasztor. Wstąpił do Akademii – tylko rok później.

I.K.: Mój ojciec odradzał mi. Choć wiedział, że będę malować nawet bez odpowiedniego wykształcenia. Chciałem zatrzymać się w tej społeczności, aby zobaczyć jak to jest narysować naturę, tamowałem głód koloru. Teraz moje serce „należy” do kolorów impresjonistycznych. To, oczywiście, odgrywa rolę przy dekoracji cerkwi. Rozpisuję cerkwie od roku 2008. Od tego czasu pracuję w „Twórczym stowarzyszeniu świętego Cypriana Kijewskiego”, które założył Oleksij Czeredniczenko. Zabrał mnie do siebie, bo wiesz, jak to jest czasami … nie masz pracy, potrzebujesz pieniędzy, a ja w tym czasie jeszcze studiowałem. Musiałem dokonać wyboru. Wiedziałem, że praca na „obiekcie” jest to strata nauki. Ale!!! Nic nie straciłem, bo kiedy zacząłem pracować nad malowaniem cerkwi, dowiedziałem się więcej niż przez cztery lata w Akademii. Uczelnia ujawnia twoją wiedzę, doświadczenie pokazuje, kim jesteś.

Jaki jest stan sztuki ikonograficznej w Ukrainie i na świecie? Czy jest różnica?

I.K.: Ikona dla Ukraińców (i rzeczywiście dla Europy Wschodniej) zaczyna się od tego, że przychodzisz do cerkwi, a ona już tam jest. Od dzieciństwa zdajesz sobie sprawę, że to jest Bóg. Kiedy dziecko zapytasz: „Gdzie jest Bozia?” – wskaże na ikonę. Sztuka sakralna jest doceniana na Ukrainie. Jeśli mówimy o cerkwi, to jest nierozerwalnie z nią związana. Jak kazanie księdza, obecność w domu czy w cerkwi ikon chrześcijańskich – jest koniecznością. Na Ukrainie to jest naturalne. Jeśli chodzi o Europę, świat rzymskokatolicki, tu, w mojej opinii, ludzie widzą w ikonie coś dekoracyjnego. Może nie do końca to rozumiem. Taka jest sytuacja w większości, ale – są tacy (
mniejszość ), którzy chcą zrozumieć głębiej.

Ikonografia – sztuka powszechna? Czy wystawy sztuki sakralnej są tak częste, jak, powiedzmy, sztuki współczesnej?

I.K.: Założycielowi Wydziału Sztuki Sakralnej Lwowskiej Narodowej Akademii Sztuk Pięknych Romanowi Wasylykowi zawdzięczamy odnowienie ikonografii oraz zrozumienia ikony, jak to, do czego (kogo) się modlisz. On dał malarzom miejsce i okazję do spotkania i dzielenia się wiedzą. Ktoś przyjechał z Kijowa czy Odessy, na przykład, studiować do Lwowa. Po ukończeniu studiów już „zabiera bagaż wiedzy”, tę sztukę do domu. Ludzie tworzą ośrodki ikonograficzne. Wiele wystaw ikonograficznych odbywa się we Lwowie.

Czy potrzebne jest człowiekowi specjalne wykształcenie aby pisać ikony?

I.K.: Wykształcenie jest potrzebne każdemu. To nie zależy od tego, czy dana osoba może malować lub nie. Wiedza pomaga w dialogu z Bogiem. Co do ikony, to jest to modlitwa. Jak modlę się, tak i maluję. W ikonie wazne jest przekazywać konkret, bo jest ona lakoniczna, a nie jakaś niezrozumiała. Wykształcenie nigdy nie będzie zbędne, ale w ikonografii niedouczony musi po prostu dłużej malować. I nie chodzi tu o liczbę ikon. Kiedy jeszcze nie miałem wykształcenia wyższego i pisałem swoją pierwszą ikonę, a następnie, jeśli nie byłoby obok mnie człowieka, który mi pomagał i wyjaśniał (i to jest kształcenie), być może, rzuciłbym… W ikonie jest pewien alfabet.

To znaczy, że ma być wiedza i … wiara?

I.K.: Zawsze trzeba wierzyć w Tego, kogo rysujesz! Jeśli nie, to po prostu będziesz rzemieślnikiem, który chce zarobić. W ikonografii jest to niedopuszczalne! Ale jeśli, nie daj Boże, taka sytuacja się zdarzyła, to trzeba z tym walczyć w sobie. Jest dużo różnych praktyk chrześcijańskich: spowiedź, komunia, liturgie, czytanie Pisma Świętego. W naszej praktyce, na przykład, zawsze słuchamy radia o ikonografii lub Biblii. Staramy się słuchać Słowa. Musimy wierzyć, modlić się i tym żyć. To jest życie.

Czego Pan uczy ludzi na warsztatach?

I.K.: Podstaw rysunku ikonowego. Pokazuję paralele między tym, co jest prawdziwe (naturalne, oczywiście) i to, co można znaleźć w ikonie. To jest wszystko po to, aby lepiej rozumieć rysunek i kolor z punktu widzenia malarstwa. Wiedzieć, dlaczego to czy tamto jest w
ikonie. Czytać obraz z perspektywy artysty. Kładę duży nacisk na to. Tym samym uproszczam rozumienie języka sztuki.

Pan teraz uczy tego, czego kiedyś nie miał sam?

I.K.: Jakbym odbył taki kurs kiedy zaczynałem, byłbym szczęśliwy. W akademii nie uczą tego, co staram się tu wyjaśnić. To jest po prostu doświadczenie. Tylko ono leży u podstawy takiego kursu ikonografii. Ja dzielę się tym, co zdobyłem poprzez lata praktyki. Ludzie muszą nauczyć się widzieć i rozumieć.

Informacje na temat malarza Igora Kisteczka możecie również znaleźć na portalu: http://arts.in.ua/artists/KISTECHOK/.

Jasia Ramska

Zostaw Odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*